Z historii wołomińskich „Górek”

Górki z 1977 roku, kiedy rozpoczynałam pracę nad koncepcją muzeum, w niczym nie przypominały znanego nam z przekazów literackich „Domu nad Łąkami”. Zdewastowany budynek, opuszczony już na szczęście przez przypadkowych lokatorów, przedstawiał straszny widok, a według opinii konserwatora nadawał się do rozbiórki. Przegniłe ściany, odpadający tynk, wielokrotne przeróbki i grzyb zrobiły swoje, a resztę dopełnili lokatorzy, którzy nie odnawiali swych pomieszczeń od 1945 roku[1]. Czytaj dalej „Z historii wołomińskich „Górek”” →

Sylwia Chutnik

Można wyobrazić sobie przyspieszone bicie serca Zofii, kiedy jako dwudziestodwulatka wchodziła na mównicę w czasie warszawskiego Zjazdu Kobiet w 1907 roku. Atmosfera jest wzniosła, wszak wszystkie zgromadziły się, aby świętować czterdziestolecie twórczości Elizy Orzeszkowej. Rygierowa (bo wtedy już zamężna) staje, patrzy na tłum debatujących kobiet i zaczyna mówić. Najpierw krytykuje starsze koleżanki, że rozmawiają od trzech dni o rzeczach oczywistych, a nie mają odwagi zająć się prawdziwymi problemami. Na przykład „zmianą cenzusu cnoty”. Pierwszy dzwonek prowadzącej obrady przerywający referentce – halo, a cóż to za słownictwo. Ale Zofia mówi dalej. Ze podpisuje się, co prawda, pod nadaniem praw wyborczych i równouprawnieniem w każdej dziedzinie życia, ale wymaga od „porządnych kobiet”, aby zaczęły mówić swoim własnym głosem. I przestały dzielić kobiety.

Czytaj dalej „Sylwia Chutnik” →

Marek Edelman

Ważną rolę w powstaniu tej książki (Edelman pisze ją od razu, z marszu, gdy tylko znajdzie się w Łodzi) odgrywa Zofia Nałkowska.

Edelman: – To jednak ona pierwsza pisała o Holocauście. I to jak!

– Ale ona nie tyle pisała, że to Żydzi ginęli. Raczej, że wszyscy ludzie ginęli.

– Nie, „Medaliony” są wyraźnie o Holocauście. Ta rzecz na mnie zrobiła kolosalne wrażenie. I to w tamtym czasie, kiedy wszystko jeszcze dobrze pamiętaliśmy. Wiecie? Ona bardzo ciężko pracowała nad każdym zdaniem. Widziałem jej bloknotes: na każdej kartce z pięć linijek i każde słowo na reszcie kartki wiele razy poprawiała. Tę jej maleńką przedmowę do mojego „Getto walczy” dostawałem od niej przez trzy dni, bo ciągle miała coś do poprawienia. Oj, to była piękna kobieta. Biust, wszystko na miejscu. Fajna. Pamiętam jak dziś, jak przyszedłem do niej pierwszy raz, przyjęła mnie w takiej pięknej różowej, fildekosowej koszuli nocnej… Nadzwyczajna. Była damą. I jaka odważna. Wystarczy zresztą, że potrafiła napisać „Medaliony”. Dzisiaj takich pisarek już nie ma. Mówią o niej, że karierę robiła. Może i tak, ale zawsze się zachowywała w porządku. Jak się zna taką osobę, to się jej kłania. Czytaj dalej „Marek Edelman” →

Joanna Olczak – Ronikier

Ów legionista, pełen uwodzicielskiego wdzięku, deklamujący pannom po francusku Musseta, to postać prawdziwa, Gucio Beylin, syn Flory. W roku 1915 miał dwadzieścia sześć lat i stopień doktora praw uzyskany na Sorbonie. Zaraz po wybuchu wojny został członkiem Polskiej Organizacji Wojskowej – tajnej organizacji militarnej stworzonej przez Piłsudskiego. Później był w Legionach. Nie wiem nic o jego bojowych wyczynach. Za to często wspomina go Zofia Nałkowska w swoich Dziennikach z tamtych lat. Czy miał z nią romans? Chyba tak, choć pisarka wzdychała, że nie jest stworzona do miłości efemerycznej. Czytaj dalej „Joanna Olczak – Ronikier” →

Wiesław Budzyński

Początek lutego w Zakopanem. Schulz przesyła [Zofii Nałkowskiej – dop.] specjalny podarunek: „Od Brunona jego książka przez niego dla mnie ilustrowana i własnoręcznie oprawiona w brązowy jedwab”.

Ta przesyłka będzie miała dalsze niespodziewane następstwa…

Alfred Łaszowski opowiadał, jak to zazdrosny i wściekły przyjaciel Nałkowskiej – przyszły mąż – Bogusław Kuczyński na jej oczach podarł ów przesłany przez Schulza manuskrypt „Sklepów cynamonowych” z jego rysunkami. Schulz prosił później Łaszowskiego podczas wizyty u Nałkowskiej, aby z nim został, bo on się boi być z Kuczyńskim sam na sam w jednym pokoju. Wyraźnie powiedział, że się boi… Czytaj dalej „Wiesław Budzyński” →

Głos w dyskusji

Pozwolę sobie powiedzieć parę słów o ojcu Zofii Nałkowskiej, bo tak go postrzegam, z tej racji, że się nią zajmuję. Nie jest on dla mnie oczywiście tylko ojcem pisarki, jest jedną z większych postaci polskiej inteligencji początku wieku. Tej wybitnej inteligencji, która uważała – jak formułował to Brzozowski – świat za zadanie, czyli obowiązek inteligencji, która winna wszystkie swoje siły skupić na tym, żeby wnieść jakąś pozytywną zmianę w istniejący porządek świata. Czytaj dalej „Głos w dyskusji” →

Wacław Nałkowski – wspomnienie o ojcu Zofii Nałkowskiej

O Wacławie Nałkowskim jako geografie można mówić i pisać wiele, na co nie pozwalają wąskie ramy referatu. Z konieczności zatem ograniczam się do przedstawienia sylwetki tego wielkiego geografa, który żył i tworzył na przełomie wieków i, dzięki któremu, polska geografia w tym okresie była geografią światową. Wacław Nałkowski był uznawany na arenie międzynarodowej, chociaż mało publikował w językach obcych; dzięki jednak nowatorskiemu podejściu do uprawianej dziedziny wiedzy wiele o nim pisano. Był on nie tylko geografem lecz także działaczem społecznym i pedagogiem, dużo czasu poświęcał popularyzacji nauk o Ziemi. Czytaj dalej „Wacław Nałkowski – wspomnienie o ojcu Zofii Nałkowskiej” →

Ziarno historii literatury i nauki

Fragment przemówienia pana Polikarpa Bulika (1928–2017) – burmistrza Wołomina (1990–1994) wygłoszonego podczas otwarcia Muzeum im. Zofii i Wacława Nałkowskich w Wołominie 29 października 1992 roku.

„Spotykamy się dziś na uroczystości, na którą Wołomin czekał od wielu lat. Oto otwiera swe podwoje Muzeum Zofii i Wacława Nałkowskich. Te dwie postacie są dobrze znane w historii polskiej literatury i nauki (…). Dzisiaj trudno znaleźć przedstawiciela starszego, czy nawet średniego pokolenia, który nie zetknął się z prozą Nałkowskiej. „Dom nad łąkami” – nad wołomińskimi łąkami – w którym spędziła kilka lat twórczego życia, opisała z liryzmem w swych utworach. Można powiedzieć, że placówka, którą dzisiaj otwieramy po wielu latach przygotowań, będzie służyć nie tylko miastu, ale całemu krajowi. Dzisiejszy dzień nobilituje Wołomin do grona miast, w których znajduje się choćby ziarno historii literatury i nauki.”

Zofia Kucówna

Pogrążyłam się w Nałkowskiej. Lubię ją za to, że nie była dogmatyczna, lecz zawsze postępowa, chcąca nadążyć za nowym. Nic z oportunizmu, o który ją posądzano. Po tysiąc dziewięćset czterdziestym piątym, mimo że włączyła się w „nowe” bardzo aktywnie, w latach najgorszych, bo pięćdziesiątych jako jedyna, na Zjeździe Literatów, broniła autonomii pisarza, jego nieskrępowanego, a wówczas kwestionowanego prawa do wyboru tematu i odpowiadającej mu formy. Jednym słowem swobody twórczej, jako kardynalnego warunku umożliwiającego twórcy wypełnienie swej roli społecznej. Ona jedna! Zawiedli ci, którzy teraz są tacy do przodu i wydają na innych wyroki. Czytaj dalej „Zofia Kucówna” →