Dla Marii. Ćwiczenia z wyobraźni historycznej

Wystawa wychodzi od postaci Marii Antoniny Czaplickiej – antropolożki, podróżniczki i pisarki. Jej biografia staje się punktem wyjścia do opowieści o ciekawości rozumianej jako praktyka badawcza: sposób pozostawania w relacji ze światem, gotowość do przekraczania granic własnego doświadczenia i podążania za tym, co nieznane.

Czaplicka była Polką pochodzącą z przestrzeni Imperium Rosyjskiego, a równocześnie przyjeżdżała na Syberię jako antropolożka związana z Oksfordem. Znajdowała się zatem w ambiwalentnej pozycji: podporządkowanej i podporządkowującej, obserwującej i obserwowanej. Patrzyła na rdzennych mieszkańców Syberii, a oni patrzyli na nią, interpretowali ją i poddawali krytycznej ocenie. Ta figura pęknięcia interesuje mnie bardzo jako artystkę i współkuratorkę wystawy, którą tworzę wraz z Beatą Żurawską w Muzeum im. Zofii i Wacława Nałkowskich w Wołominie.

Pozycja Czaplickiej pomiędzy porządkami imperialnymi nabiera szczególnego znaczenia właśnie tutaj, w „Domu nad Łąkami” – domu Wacława Nałkowskiego. Nałkowski opisywał ziemie polskie poprzez kategorię przejściowości: jako przestrzeń pomiędzy Wschodem i Zachodem, pomiędzy różnymi porządkami geograficznymi, kulturowymi i politycznymi. Czaplicka wnosi tu swoje szczególne „pomiędzy” i jest to dla mnie jedno z ważnych napięć tej wystawy.

Herstoria Marii dociera do nas fragmentami: poprzez teksty, fotografie, przedmioty, listy, cudze świadectwa, muzealne klasyfikacje, luki i przemilczenia. Pracujemy z tą niepełnością, blisko praktyki krytycznej fabulacji Saidiya Hartman – uruchamiając wyobraźnię na granicy między tym, co zachowane, a tym, co pozostaje możliwe. Luka staje się miejscem pytania.

Taką przestrzeń otwiera opowiadanie Sylwii Chutnik. Maria Czaplicka i Zofia Nałkowska piją w nim herbatę w domu nad łąkami. Archiwum pozostawia ich spotkanie w sferze możliwości. Wyobrażamy je sobie razem. Wyobrażamy sobie, że mogły. Ich spotkanie otwiera pytania o kobiece sposoby poznawania świata, pisania, podróżowania i przekraczania ról wyznaczanych przez epokę. To „mogły” staje się jedną z metod naszej pracy z archiwum.

Opowieść o Marii kontynuowana jest poprzez prace współczesnych artystek. Każda z nich uruchamia inny sposób zbliżania się do jej historii: poprzez archiwalny ślad, wyobraźnię, afekt, materialność przedmiotów i pamięć obrazów. Wokół Czaplickiej powstaje wielogłosowa przestrzeń możliwych odczytań.

Po przekroczeniu progu Domu trafiamy do wnętrza, w którym codzienne przedmioty, obrazy i ślady spotkań tworzą zapis wiedzy powstającej poprzez uwagę, przywiązanie, pamięć i relacje. Jest to również przestrzeń sztuki zauważania, o której pisze Anna Tsing – uwagi skierowanej ku temu, co drobne, nieoczywiste, pozostające na obrzeżach wielkich narracji. Skupiamy się na rzeczach, które przechowują czyjąś obecność.

Centralnym obiektem pierwszej sali jest stół przykryty haftowanym obrusem Moniki Drożyńskiej. Tkanina działa jak dziennik codzienności: haftowane słowa i zapiski rejestrują drobne zdarzenia, emocje i obserwacje, tworząc alternatywne archiwum. Obrus nie tylko opowiada o codzienności – organizuje ją, przyciąga spojrzenie i skupia wokół siebie inne obiekty.

Fotograficzne portrety Zofii Nałkowskiej i „odwiedzającej” ją Marii Czaplickiej są częścią domowego układu rzeczy: pojawiają się wśród mebli, ścian i elementów architektury miejsca, w którym toczyło się codzienne życie rodziny Nałkowskich.

Przy podłodze biegnie fotograficzny fryz przedstawiający renifery sfotografowane przez Czaplicką podczas wyprawy syberyjskiej. Obok pojawia się fotografia psów zawieszonych na palach jako ofiary składanej dla powodzenia polowań. Zwierzęta stanowią część wielogatunkowego krajobrazu, którego uczestniczką była Maria. Czaplicka, badaczka szamanizmu syberyjskiego, fotografowała również obrzędy. Jest tu fotografia szamana – jednej z osób, których praktyki rejestrowała podczas wyprawy – oraz Miczika, przewodniczka i tłumaczka Marii. Ludzie, zwierzęta, rytuał i rzeczy zaczynają tworzyć wspólny układ. Ten wątek przechodzi do kolejnej sali, gdzie pojawia się lalka.

Równie istotne jak to, co znajduje się na wystawie, pozostaje jednak to, czego na niej nie ma. Biała lalka przywołuje nieobecność swojej czarnej odpowiedniczki wywiezionej przez Marię Czaplicką z Syberii – czarnej lalki śmierci znajdującej się dzisiaj w zbiorach Pitt Rivers Museum. Parafrazując Wittgensteina, można powiedzieć, że wystawa składa się z dwóch części: z tego, co zostało zgromadzone i udostępnione spojrzeniu oraz z tego, co pozostało poza jej granicami. To właśnie ta nieobecna część współtworzy znaczenie całości.

Czarna lalka kieruje uwagę ku sprawczości rzeczy oraz relacjom pomiędzy ludźmi i przedmiotami. Praktyki społeczności spotykanych przez Czaplicką podczas wyprawy przywołują sposoby rozumienia świata, w których granice pomiędzy tym, co żywe i martwe, ludzkie i więcej-niż-ludzkie, przebiegają inaczej niż w zachodniej nowoczesności. Czy czarna lalka mogła przyczynić się do śmierci Marii?

W sali dominuje haftowany sztandar Moniki Drożyńskiej z napisem „Ich bin, du bist, ich byt”.

Na wprost sztandaru, w pokoju z fortepianem, znajduje się rzeźba „Dziewczynka z obrazem”, którą wykonałam na podstawie fotografii Henri Cartier-Bressona z tomu „Images à la Sauvette”. Dziewczynka biegnie z portretem kobiety, której tożsamość pozostaje nierozpoznana. Rzeźba staje się figurą herstorii i podążania za śladami pozostawionymi przez kobiety.

„Samoródka” Agnieszki Brzeżańskiej to niewielka ceramiczna figura, która siedzi na stosie książek napisanych przez kobiety o praktykach twórczych kobiet, w tym na biografii Czaplickiej autorstwa prof. Grażyny Kubicy. „Samoródka” może być figurą samostwarzania się poprzez wiedzę – wiedzę przekazywaną przez inne kobiety, czytaną, gromadzoną i przetwarzaną we własne doświadczenie. Praca umieszczona jest na fortepianie. Obok znajdują się dłonie przypominające jednocześnie korzenie, pędy roślin i wijące się węże. Nie wiadomo, czy dłonie-korzenie wyrastają z ziemi, czy próbują się w niej zakorzenić; czy należą do człowieka, czy do rośliny.

Nad fortepianem i przy piecu zawieszone zostały kolaże Kamy Sokolnickiej, pracującej z obrazami znalezionymi, archiwami i pamięcią wizualną. Artystka bada, jak obrazy przemieszczają się pomiędzy epokami, kontekstami i narracjami, zachowując ślady wcześniejszych znaczeń. Pamięć istnieje tutaj także w samych obrazach, krążących pomiędzy przeszłością a teraźniejszością. Prace artystek rozwijają odmienne strategie poznawcze: podążanie za archiwalnym śladem, badanie relacji międzygatunkowych oraz obserwowanie pamięci obrazów.

W tym samym pokoju pojawia się korespondencja Marii Czaplickiej z Władysławem Orkanem. Listy prowadzą nas do Marii bardziej prywatnej, piszącej z Oksfordu o pracy, ambicji, samotności, pragnieniach i ich wzajemnej relacji. Ton tej korespondencji porusza się pomiędzy dystansem a poufałością, pomiędzy „Panem Władysławem” a coraz bardziej osobistym głosem. Obok Marii -antropolożki pojawia się Maria, która pisze siebie. Korespondencja staje się jeszcze jednym archiwum spojrzenia – tym razem skierowanego ku sobie.

Fortepian staje się miejscem rezonansu tych praktyk. Przywołuje to, co Anna Tsing określa mianem polifonii świata – współobecności wielu głosów, historii i form życia, które nie układają się w jedną dominującą narrację. Wokół niego powstaje patchwork obrazów, przedmiotów, wspomnień i wyobrażeń. Fortepian pozwala tym głosom wybrzmiewać obok siebie.

Do udziału w wystawie zaproszona została również Agata Baumgart, reżyserka teatralna i rysowniczka, moja córka, z którą od wielu lat tworzę przestrzeń praktyk postartystycznych BaumgartBaumgartStudio. Pracujemy razem jako artystki, ale jesteśmy też matką i córką. To część mojego własnego usytuowania jako artystki i współkuratorki. Od lat przekazujemy sobie obrazy, doświadczenia i sposoby myślenia, pracujemy obok siebie i razem.

Przywołuje to Marię i jej matkę, która wspierała również finansowo wyprawę córki. Interesuje mnie ten kobiecy przepływ: obrazów, możliwości, pracy, pieniędzy, odwagi i lęku o bliską osobę.

Agata przygotowała cykl rysunków przedstawionych w formie slajdów poświęconych Marii Czaplickiej. Wybór medium nawiązuje do praktyki samej antropolożki, wykorzystującej podczas wykładów podkolorowane przeźrocza fotograficzne dokumentujące wyprawę syberyjską. Dzięki szczególnej technice wykonania zaproponowanej przez Bartosza Górkę slajdy przypominają kolekcję artefaktów wydobytą z archiwum starych gazet, które w Londynie rozpisywały się najpierw o podróży, a później o śmierci Marii.

Ostatnie pomieszczenie zajmuje esej wizualny „Miczika nie boi się aeroplanów”. Film opowiada o relacji Marii Czaplickiej i Micziki – eweńskiej przewodniczki towarzyszącej jej podczas wyprawy syberyjskiej. Figura wielkiej podróżniczki ustępuje miejsca opowieści o współpracy, dzięki której wiedza mogła powstać.

Zakończeniem wystawy jest sztandar Agaty Baumgart „Maria spotyka hiperobiekt”. Wychodząc z „Domu nad Łąkami”, oglądamy go od strony łąk właśnie – dzisiejszego parku otaczającego muzeum. Maria Antonina Czaplicka stoi z małą parasolką pod czymś monstrualnym, zawieszonym nad nią i trudnym do rozpoznania. Ta forma przywodzi mi na myśl hiperobiekt Timothy’ego Mortona – coś, czego skala przekracza pojedyncze ciało, pojedynczy czas i pojedynczą perspektywę. Hiperobiekt daje o sobie znać poprzez fragmenty, skutki, ślady. Jest blisko, choć jego całość pozostaje poza zasięgiem spojrzenia.

Maria spotyka coś większego od siebie. Stoi pod tym czymś z parasolką – trochę bezbronna, trochę absurdalna, a jednak gotowa patrzeć. Dla mnie ten obraz skupia napięcie całej wystawy: pragnienie poznania i świadomość skali świata, który zawsze przekracza możliwość jego objęcia.

Nie próbuję Marii odzyskać. Mogę jedynie zbliżać się do niej z miejsca, które sama zajmuję.

W tym sensie bliska jest mi koncepcja wiedzy usytuowanej Donny Haraway. Wiedza rodzi się w konkretnym miejscu, czasie, ciele i sieci relacji. Maria patrzy na świat, a świat patrzy na Marię. Ja patrzę na Marię ze swojego miejsca – jako artystka, współkuratorka, choć dzieli nas ponad sto lat, rozpoznaję w jej sytuacji coś z własnego doświadczenia artystki i prekariuszki.

PhD Anna Baumgart
wrzesień 2026

Anna Baumgart — artystka postkonceptualna, reżyserka i scenografka, doktora sztuki. Jej praktyka artystyczno-badawcza koncentruje się na krytycznej pracy z historią, pamięcią i archiwum oraz na feministycznych sposobach wytwarzania wiedzy. Posługując się filmem, performansem, rzeźbą i instalacją, bada relacje między dokumentem a fikcją, pamięcią indywidualną i zbiorową oraz mechanizmami konstruowania narracji historycznych. Jej prace prezentowane były w najważniejszych instytucjach sztuki w Polsce i za granicą, m.in. w Brooklyn Museum of Art, KW Institute for Contemporary Art w Berlinie, Zachęcie – Narodowej Galerii Sztuki i Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie.
Beata Żurawska — menedżerka kultury, producentka projektów artystycznych i specjalistka w zakresie polityki kulturalnej. Jej praktyka instytucjonalna koncentruje się na pracy z dziedzictwem, archiwami i pamięcią, a także na przywracaniu widoczności marginalizowanym głosom i perspektywom. Pracowała m.in. w Filmotece Narodowej – Instytucie Audiowizualnym i Narodowym Centrum Kultury. Jest producentką kreatywną filmu dokumentalnego Janusz Nasfeter – piękny, okrutny świat (reż. Aurelia Sobczak). Ukończyła kulturoznawstwo na Uniwersytecie Wrocławskim i Podyplomowe Studia Zarządzania Kulturą na Uniwersytecie Warszawskim. Stypendystka Fundacji Kyoto–Kraków im. Andrzeja Wajdy i Krystyny Zachwatowicz. Absolwentka Szkoły Wajdy, gdzie we współpracy z Anną Baumgart rozwijała projekt dokumentalny poświęcony Marii Czaplickiej.