background
logotype
image1 image2 image3

Wołomin widziany z okna

W wołomińskim Domu nad Łąkami można oglądać (i podziwiać) obrazy Jolanty Romanowskiej.

- Znam Jolę Romanowską od czasów szkoły podstawowej. Jaka jest? O niej można mówić w samych superlatywach. Szczera, uczciwa, koleżeńska, chętna do niesienia pomocy. Pod jej kierunkiem zdobywałam pierwsze szlify malarskie - mówi Anna Jaworska, oglądając jednocześnie obrazy zgromadzone w Muzeum im. Z. i W. Nałkowskich.

 

Obrazy zajmują wszystkie ściany jednego z pomieszczeń na piętrze muzeum i jest ich wystarczająco dużo, by docenić talent autorki. Obecni na wernisażu zachwycają się pejzażami w niepokojącej tonacji.

-  Jola, mnie się najbardziej podoba ten - wskazuje jedna z kobiet.

-  To ulubiony obraz mojego męża - rozpromienia się Jolanta Romanowską i za chwilę tłumaczy, że maluje głównie w samotności, a najchętniej nocą, bo nie lubi, gdy ktoś patrzy jej na ręce.

Wystawa prac Jolanty Romanowskiej jest kontynuacją cyklu, w którym dyrektor muzeum Marzena Kubacz prezentuje twórców z Wołomina. Poeci, malarze, muzycy, wszyscy rodzimi artyści amatorzy mogą liczyć na względy pani dyrektor. Jak nikt inny potrafi wypromować to, co godne uwagi, potrafi wyłowić prawdziwy talent i co najważniejsze, swoimi przedsięwzięciami trafia w gust publiczności i sympatyków „Domu nad Łąkami". Wystarczy dodać, że podczas wernisażu (a pogoda była idealna do pozostania w domu), muzeum pękało w przysłowiowych szwach, tak wiele osób chciało obejrzeć prace wołomińskiej malarki.

Bohaterka wernisażu, Jolanta Romanowską, jest wołominianką. Przygodę z malarstwem rozpoczęła w dzieciństwie, następnie skończyła liceum sztuk plastycznych, po nim studium kultury i oświaty, wreszcie Wyższą Szkołę Pedagogiki Specjalnej - jest specjalistą oligofrenopedagogiki. Obecnie pracuje w Zespole Szkół Ekonomicznych i liczne grono kolegów i koleżanek z pracy (z dyrektorem Zacheją na czele) było na otwarciu wystawy.

- Jestem wzruszona, że znajdujemy się w domu Zofii Nałkowskiej, że tutaj prezentowane są moje obrazy. Zawsze marzyłam o spotkaniu z pisarką, dom Nałkowskiej jest dla mnie symbolem wołomińskiej kultury - mówiła Jolanta Romanowską.

Zgromadzeni w muzeum dowiedzieli się, że na większości obrazów jest... Wołomin. Tak, te przepiękne pejzaże, przepełnione nostalgią, oddające w pełni uwielbienie przyrody, powstają w blokowej kuchni na jednym z wołomińskich osiedli. Ileż w tym musi być wyobraźni, ileż talentu i sympatii dla miasta, żeby Wołomin widziany z okna przemienić na płótnie w urokliwe zakątki, niepowtarzalne miejsca, raj na ziemi.

Wieści Podwarszawskie

Share
2017  Muzeum Nałkowskich  globbersthemes joomla template