background
logotype
image1 image2 image3

Bój się Boy

Za sprawą Grażyny Barszczewskiej i Krzysztofa Gosztyły „Dom nad Łąkami" na krótko zamienił się w kabaret „Zielony balonik".

„Miał se Michalik cukiernię, kupczył w niej trzeźwo i wiernie, kawusia, ciastka i pączki, zapłata z rączki do rączki." W tejże to właśnie cukierni, zwanej też Jamą Michalikową, narodził się w 1905 r. kabaret „Zielony balonik", założony przez poetów, malarzy, dziennikarzy i początkujących literatów. Domeną kabaretu były wiersze satyryczne i piosenki, przemówienia i szopki.

 

Tworzyli dla niego najlepsi krakowscy artyści, z Tadeuszem Żeleńskim Boyem na czele. Tenże wspominał: „Miałem już trzydziestkę, kiedy zabłąkałem się do „Balonika"; byłem od kilku lat lekarzem, asystentem kliniki, mordowałem się nad pracą habilitacyjną, jako że szanujący się człowiek nie mógł zostać w Krakowie czym innym jak profesorem uniwersytetu. Gdyby nie „Balonik", męczyłbym się z pewnością całe życie w fałszywie obranym zawodzie, nigdy nie dowiedziałbym się o swym istotnym powołaniu." A tym powołaniem było zostanie czołowym tekściarzem kabaretu, częstokroć recytującym własne utwory. Teksty Boya były na tyle proste i wpadające w ucho, że po dziś dzień funkcjonują w codziennym języku, jak choćby słynne: „Z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz." A na to Wojciech Kossak odpowiadał Boyowi: „Wcale nie w tym jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz, ale żeby biedactwa mogli." Boy pisał o kabarecie, że „ta mała, setkę osób zaledwie licząca salka Jamy Michalikowej była naładowana elektrycznością. Było coś radosnego w tej maleńkiej biesiadzie wszystkich sztuk, w tym misterium duchowej wolności, było jakieś zbawcze odprężenie dziesiątków lat zakrzepłej żałoby, frazesu, celebry, załgania. Toteż ten wybuch śmiechu, jaki poszedł na całą Polskę, miał większą energię, niżby pozwalał wnosić drobny krąg zdarzeń, z których się urodził".

A o narodzinach „Balonika" śpiewano takie oto słowa:

„Wprzedostatnią niedziele
W kapoceńskim kościele,
Mówiła mi moja starka,
Straśna była tam pogwarka
O jakimsiś baloniku.
Rzecze pani nieftóra:
„To Sodoma, Gomora;
Niewidziane rzeczy w świecie,
Co oni w tym taburecie
-Tfu, nikiej zwykłe świnie.
Schodzom się do piwnice,
Zapalone trzy świce,
Drzwi się wprzódzi otwiera,
Aż fto imię Lucypera
Po trzy razy zawoła."

Bo też zapewne i nie samych sympatyków miał „Zielony balonik" w mieście, tak opisywanym przez Boya:

„W tym historycznym mieście wszystko było historyczne. Gdy w Warszawie wrzała walka około pozytywizmu i postępu, w Krakowie terenem jej były retrospektywne spory o rok 1863. Na obchody jedni kładli kontusze, drudzy przeciwstawiali im czamary. Gdy w kościele ci intonowali Boże coś Polskę, tamci przekrzykiwali ich śpiewem Z dymem pożarów. Ale nam, malcom, wszyscy kazali śpiewać „Przy Cesarzu mile włada Cesarzowa pełna łask..."

A z Jamy Michalikowej rozlegało się:

„Gdy wiec takie dziś macie
kapryśne gusty,
Nie mieszajcie kościoła
do tej rozpusty.
Kto ma interes pilny,
niech bierze ślub cywilny,
Trzeba znaleźć w tym celu
pokój w hotelu..."

W zimny lutowy wieczór szaleństwo kabaretów literackich przybliżyli nam znani aktorzy Grażyna Barszczewska i Krzysztof Gosztyła. Aktor występujący obecnie w Teatrze Ateneum mówił prozą, wyjątek robiąc jedynie dla „Pochwały wieku dojrzałego". Barszczewska, znana głównie z „Kariery Nikodema Dyzmy", bohaterka niezliczonych ról teatralnych, rewelacyjnie recytowała zwyczajne z pozoru wiersze Boya. W jej interpretacji „Stefanie", te od ambarasu, „Ernestynki" i „Franie" nabierały wdzięku, postacie zaczynały żyć, a ich perypetie - bawić publiczność. (Co zaś do Stefanii, to Boy opowiadał, jak pewnego razu został wezwany do chorego dziecięcia i gdy już ustalił, że choroba nie jest groźna, matka poprosiła: panie doktorze, pan powie do mnie: Stefanijo...)

Żywiołowa, komiczna Barszczewska pokazała, że jest utalentowaną aktorką, potrafiła też przekazać ogromny talent autora wypowiadanych tekstów. Nic zatem dziwnego, że występy aktorów co i raz były przerywane oklaskami. I trzeba dodać, że muzeum im. Z. i W. Nałkowskich po raz kolejny zapełniło się publicznością po przysłowiowe brzegi. I wszyscy, zarówno dorośli, stali bywalcy, jak i młodzież z I LO im. W. Nałkowskiego, bawili się równie dobrze. Ajuż apogeum tej znakomitej zabawy był wiersz - wyznanie, mówiony przez Grażynę Barszczewska do Maćka Łosia.

„Zielony balonik" był kolejnym, wartym obejrzenia spektaklem w muzeum. W oczekiwaniu na następne, można poczytać Boya i zastanowić się, choćby nad takimi słowami:

„Dziś, czy prosty, czy krzywy,
Każdy chce być - szczęśliwy
A to czysta wariacja
Ta demokracja."

Wieści Podwarszawskie

Share
2017  Muzeum Nałkowskich  globbersthemes joomla template