background
logotype
image1 image2 image3

Kobieta niezupełnie prywatna

Nominowani do tytułu Twórcy Najwartościowszego Wydarzenia 2001 roku - Wołominiaka Roku. Dzisiaj przedstawiamy Marzenę Kubacz, dyrektorkę Muzeum im. Zofii i Wacława Nałkowskich w Wołominie.

- Jestem stworzona na kobietę prywatną, to słowa Nałkowskiej, a ja również staram się oddzielać życie prywatne od zawodowego - mówi dyrektor Marzena Kubacz na wieść, że tym razem interesuje mnie jej życie prywatne, nie zaś oficjalny wizerunek.

 

- Nie chce Pani nic powiedzieć i w ten sposób powstają plotki i niedomówienia. Jak reaguje Pani na plotki o sobie?

- A słyszała pani jakieś?

- Nie.

- Bo ja prowadzę nudny tryb życia. Dom, praca, dom, praca...

Życie w błogiej nieświadomości

Niemniej, mimo zarzekania, że ani słowa o życiu prywatnym, rozpoczyna się opowieść. Najpierw o dzieciństwie, szczęśliwym i bezpiecznym.

-  Urodziłam się w Rzeszowie, w inteligenckiej rodzinie. Rodzice byli urzędnikami państwowymi, największy wpływ na nasze wychowanie wywarł ojciec, mądry człowiek, który znał odpowiedź na każde pytanie.

Mieszkaliśmy w bloku (babcia miała przed wojną dom, ale została z niego wysiedlona) i bardzo dużo czasu spędzałam na przyblokowym podwórku. To było szczęśliwe dzieciństwo. Prawie nie wiedziałyśmy z siostrą, że istnieje PRL, że są kolejki w sklepach. O tym w domu się nie rozmawiało, żyłyśmy w błogiej nieświadomości. Z brutalną rzeczywistością zetknęłam się dopiero na studiach w Warszawie.

- Jaką Pani była uczennicą?

- Dobrą, choć nie kujonem.

- Skąd wziął się pomysł studiowania tak daleko od rodzinnego domu?

- Pochodzę z bardzo katolickiej rodziny i podczas pewnego rodzinnego zabrania ustalono,że trzeba wysłać dziecko, które właśnie zdało maturę, do dobrej, katolickiej szkoły. Tak trafiłam na Akademię Teologii Katolickiej.

- I rodzina nie bała się puścić Panią samą tak daleko? Ajakby tak stolica oszołomiła i zepsuła pannę z prowincji?

- W Warszawie zamieszkałam na Czerniakowie, w parafii, której proboszczem był wuj mojego ojca. Opiekę miałam dostateczną. Poza tym stolica na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych nie była w stanie nikogo oszołomić, panowała dość przygnębiająca atmosfera. Kończyłam studia w czasie stanu wojennego, był to czas wielkiej niepewności.

Trzeba było dziesięciu lat

Barbara Ruszczyc, córka malarza Ferdynanda Ruszczyca zaproponowała Marzenie Kubacz pracę w dziale oświatowym Muzeum Narodowego.

- Z pracy byłam zadowolona i pracowałam w muzeum, dopóki nie przeprowadziłam się do Wołomina. Właśnie tutaj mąż kupił mieszkanie i przyznam, że lubię mieszkać na tym osiedlu. W tym samym czasie w Wołominie powstało muzeum i mając na względzie swoje doświadczenie, zgłosiłam się do pracy. Burmistrz Bulik zatrudnił mnie na stanowisku kustosza.

Na początku było ciężko, trzeba było dziesięciu lat pracy, żeby muzeum zaistniało w świadomości społeczeństwa, żeby naszą działalność docenili nauczyciele i uczniowie okolicznych szkół.

Z czasem Marzena Kubacz awansowała i najpierw przez rok pełniła obowiązki dyrektora muzeum, a w maju ub.r. została mianowana dyrektorem „Domu nad Łąkami".

Perfekcjonistka lubiąca słodycze

Z pozoru niedostępna, o sobie mówi wyjątkowo niechętnie. Udaje się jednak dowiedzieć, że mąż Marzeny Kubacz jest malarzem, scenografem w Teatrze Wielkim. Dyrektorka zaś: uwielbia słodycze, umie gotować, a jej specjalność są ruskie pierogi - „okropność, strasznie tuczące". Nałogowo czyta książki. Do pieniędzy nie przywiązuje zbyt dużej wagi, nie ma potrzeby mieć jak najwięcej. Jeśli ma do wyboru, kupić książkę albo kosmetyk, wybiera to pierwsze. Za największą swoją wadę uważa perfekcjonizm. Wymaga dużo od siebie i od innych. Z równowagi można Marzenę Kubacz - kobietę bardzo cierpliwą-wyprowadzić jedynie niekompetencją. Jeśli chce poprawić sobie humor, to kupuje buty, koniecznie na płaskim obcasie. I koniecznie wygodne, bo dyrektorka dużo chodzi, ba, wręcz nie lubi jeździć samochodem. Najlepiej odpoczywa gdy podróżuje, urlopy są przeznaczone na wyprawy, także poza Polskę. Rodzinnym hobby są kilkudniowe wyprawy tam, gdzie w muzeum została otwarta interesująca wystawa. Tak jak ostatnio w budapesztańskim Muzeum Sztuk Pięknych.

Bardzo nudne życie

- Ja mam bardzo nudne życie - przyznaje wielokrotnie Marzena Kubacz i dodaje, że interesujące życie to wiodła patronka muzeum.

- Nałkowskiej można zazdrościć czasów, w których żyła. W dwudziestoleciu międzywojennym nie było chyba wśród inteligencji warszawskiej osoby, której Nałkowska by nie znała. Rozmowa z pisarką by łaby niezwykle fascynująca.

Marzena Kubacz została nominowana do tytułu Wołominiak Roku za cykl spotkań literackich, rozpoczęty w ubiegłym roku i z powodzeniem kontynuowany. Za największy sukces można uznać spotkania z ks. Janem Twardowskim i Ireną Kwiatkowską.

- Nominacja była dla mnie ogromnym zaskoczeniem... Ale to miłe, okazało się, że w naszym mieście jest potrzebna placówka kulturalna, jest potrzebna kultura.

-  A jeśli zostanie Pani uznana Twórcą Najwartościowszego Wydarzenia w Wołominie?

- To postaram się nie zawieść publiczności, dopóki będę pracowała w muzeum.

Wieści Podwarszawskie

Share
2017  Muzeum Nałkowskich  globbersthemes joomla template