background
logotype
image1 image2 image3

Miejsce magiczne - wołomińskie Górki

„Kocham Górki moje, tak strasznie kocham. Wszystko tam jest tak symbolicznie doniosłe” – zapisała w 1902 roku w „Dzienniku” 18–letnia Zofia Nałkowska. Potwierdzała te słowa przez wszystkie lata swojego pobytu w Wołominie: „Na całym świecie mam tylko ten dom na Górkach. (…) Jest to miejsce ziemi takie podobne do raju. (…) Są te Górki zaczarowanym jakimś miejscem, gdzie życiu memu staje się dobro.”

Czas, kiedy kończy się istnienie i rola Górek w życiu pisarki nadchodzi jednak nieuchronnie. U schyłku lat 30. XX wieku, kiedy trwał wielki światowy kryzys, Górki były miejscem już tylko wakacyjnego odpoczynku, czasem pracy pisarskiej i, coraz rzadziej, spotkań towarzyskich. Jesienią 1937 roku ten „symboliczny, duchowy dom” Zofii Nałkowskiej, został sprzedany.

W jej notatkach z ostatniego okresu życia na wołomińskich Górkach, piękno mazowieckiej przyrody: uroda lasów, z których poprzez pnie i gałęzie osik, olszyn i dębów, rozciągał się najcudniejszy widok na torfowe łąki, pełne kwiatów i słońca podczas upalnego lata, kontrastuje z ubóstwem życia codziennego i ubogim „domem nad łąkami”. Tak samo jest i dzisiaj.

9 VII 1931:

„Jakże jest cicho – po huku miasta, bijącego tam w moje okna. W tym „domu nad łąkami”, który wydaje mi się nie domkiem już, ale ubogą, opuszczoną chatą. Jedynym dźwiękiem jest szelest skrzydełek tajemnych istot, bijących o szyby, o klosz naftowej lampy. U nóg leży mała, nieodstępna, ta sama tutejsza Nida. – Tutaj mam napisać moją trzecią sztukę [Renatę Słuczańską].”

15 VII 1931:

„Mama, będąca największym moim ukochaniem, zbiera nędzniutkie maliny, trochę ogórków, suszy krajane w czarne plasterki trufle, rozkłada na oknach w słońcu zielone pomidory, cieszy się, że tak dużo jest kopru. Można jeszcze z ogrodu jeść zieloną fasolkę i groszek. Poza tym siedzi przy biurku i jeszcze raz opisuje, jak lodowiec Grenlandii spłynął na krainę Wielkich Dolin, osadził moreny, utworzył jeziora. Można by pomyśleć, że nie zmieniło się nic od dzieciństwa. (…) Ale te całe Górki są jednak ruiną, ciężarem ponad siły matki i moje, z całym luksusem swej piękności i aż wstydliwego ubóstwa. W tym roku, roku powszechnej nędzy, nikt ich nawet na lato nie wynajął, a niepotrzebne prace w zdziczałym ogrodzie, przy rozwalającym się płocie, przy ścinaniu zbędnych lub zmarzniętych drzew, i duże podatki zmuszają do zaciągnięcia pożyczki, pogrążają w melancholii. – Rozum od dawna nakazałby to sprzedać, ale nawet gdyby go usłuchać, uniemożliwia to dzisiejsza koniunktura – wobec obiektu tak dziwnego, łączącego zbyteczny urok natury z pozbawioną wszelkich elementarnych urządzeń prymitywnością obdrapanego domeczku. – Jeżeli zapomnieć o tej trosce, o tym wiecznym niepokoju, to przebywanie w tym miejscu jest jednak jakimś szczęściem.”

30 VII 1931:

„My tutaj siedząc z matką, z posługaczką zamiast służącej, w odrapanym domku, którego nikt nie chciał w tym roku wynająć, żyjemy za pożyczone pieniądze w trwodze i zgryzocie i wydajemy na życie niecałe cztery złote dziennie. Oszczędzamy wodę do mycia, bo ją się przynosi z cudzej studni, oszczędzamy masła, mięsa, pijemy rzadziutką, okropną kawę. Nosimy stare ubranie. Moralnie biorąc wszystko jest jak najlepiej. Ale wcale nie. Bo oto w kuchni i domku przerobionym z obory mieszkają tu, nic oczywiście nie płacąc, dwie małżeńskie pary bezrobotnych. Ci w kuchni przeżywiają się jakoś przy nas, ona posługując nam, on robiąc coś czasem w ogrodzie. Ci drudzy nie mają nic. Jeżeli ja siedzę na słońcu w starym kostiumie i płaszczu zielonym z Nicei na leżaku, z książką w ręku, z ołówkiem i blokiem – i z myślą, co będzie, gdy wydam ostatnie sto złotych, to patrząc ich oczami na siebie, jestem uprzywilejowana. Gdy matka, pisząca o swych aferach geograficznych książkę dla Arcta z niezmiernym wysiłkiem, biegnie dla odpoczynku do ogrodu i zbiera spadające robaczywe jabłka na kompot, i rozpacza, że znów coś w nocy oberwali – to jest właścicielką, która pilnuje stanu swego posiadania.”

15 VIII 1932:

„Piękne lato, to miejsce znowu czaruje moje oczy, jak kiedyś dawniej. Jest jasna noc pełni księżycowej, łąka i drzewa rozmieszczone pod niebem, jak w teatrze z fantazji. Aż żal, że zamykają okiennice. (Ten zwyczaj powrócił, odkąd wyjąwszy szybę weszli tu nocą złodzieje i skradli jedyną cenną rzecz, matki „srebro”).”

11 VII 1933:

„Dni tutaj gorące i piękne. Zieleń bujna, jeszcze wiosenna, zamagazynowana dotychczasowymi chłodami, wykarmiona deszczem. Czytam Schopenhauera, milczę. Nauczyłam się ubóstwa, znoszę wszystko z nieznacznym smutkiem. (…) Jest jeden biały pies, syn Nidy, prawie cudzy i zupełnie cudzy kot. Cztery pokoje odnajęte. Znowu przerabiam gotową pierwszą część Granicy. (…)Całe łąki pełne klepania kos, przez liście miga ruch rytualny niewidzialnych kosiarzy. Z miejsc odkrytych widać na zielonej równinie kopki siana, kobiety grabiące już w innej niż przed laty generacji, ubrane w miejskie, kwieciste sukienki bez rękawów.”

10 IX 1933:

„Po chłodach i deszczach dzień naładowany pięknością po brzegi, ciężki od złota słonecznego, malachitowej zieleni i lazuru niebiosów. Przedźwigałam go od rana do wieczora w nieustającym podziwie, z sercem ściśniętym od szczęścia. Przyszła do ogrodu jedna wiewiórka, domyśliwszy się widać, że są orzechy. (…) Wskoczyła na jabłonkę, przebyła, lekko trzeszcząc, parę najwyższych sosen i przez kilka godzin kołysała się na giętkich gałęziach leszczyny. Już stąd, z okna, widziałam drogę jej wieczornego powrotu po ruchu gałązek wzdłuż sadu na dole. Wskoczyła na brzozę, przeszła po osinach, wydostała się w sferę ostatnich promieni zachodu zza góry i lasu i odeszła po sosnach prawą stroną. (…) W zdziczałym ogrodzie nie ma jabłek ani gruszek, nawet truskawki zachwaszczone nie rodzą, było tylko trochę poziomek. Ubóstwo reguluje całe istnienie nasze, zarówno tu, jak w Warszawie.”

5 V 1934:

„Dni gorąca, bzów, ciszy, samotności we dwoje. Tylko mama i Górki. Bzy perskie wchodzą długimi wygiętymi gałązkami na ten mały kamienny taras, nocą jasne od światła, idącego z jadalni. Dwa plecione fotele, stół. (…) Ubóstwo – i wszystkie moce życia czekające.”

Share
2017  Muzeum Nałkowskich  globbersthemes joomla template