background
logotype
image1 image2 image3

Lektura na nowy rok

c_370_300_16777215_00_images_hajstry.jpgPolecamy książkę Adama Robińskiego pt. „Hajstry. Krajobraz bocznych dróg”, wydaną przez Wydawnictwo Czarne:

„Wołomin, dzielnica Górki. Nałkowski musiał lubić patrzeć w dal, bo tu też za oknami miał rozległą łąkę. Wiosną to była kraina bocianów. Kwitły bzy, a żaby rechotały do późnej nocy. Teraz zamiast łąki widać byłoby stację benzynową i McDonalda, gdyby nie zasłaniał ich zagajnik. Ale dom jest ten sam, a może raczej taki sam, bo po wojnie popadł w ruinę i trzeba było go niemal stawiać na nowo. Nałkowska twierdziła, że ojciec zbudował go w 1895 roku na wzór dworku z Wrotkowa. Drewniany, piętrowy, z niewielkim balkonikiem wspartym z równie kameralnego ganku i „aż pięcioma pokojami”. Wcześniej kupił trzy morgi wydmy zarośniętej sosnami po to, żeby córki miały gdzie spędzać wakacje. Oprócz wyściełającego całą działkę kłującego w stopy igliwia Zofia zapamiętała jeszcze płucnicę islandzką, seledynowy porost, którego dziś ze świecą szukać. Ziemia była sucha, więc Wacław przekopał od południowej strony domu włoskie tarasy. Zamiast winorośli sadzili tam co roku fasolę, pomidory, drzewka brzoskwiniowe, a potem nawet truskawki i kukurydzę. Choć dom miał być tylko na wakacje, przez trzy lata mieszkali w nim non stop.

 

Dziś na Górkach mieści się Muzeum Zofii i Wacława Nałkowskich. Sosen nie widać, jest za to miszmasz mocno wyrośniętych dębów, klonów, topól i brzóz. Zofia w nazwie muzeum nie bez powodu figuruje przed ojcem, bo jemu oddano tu tylko jego dawny gabinet. Na ścianach feeria map, na sztaludze namalowany już po jego śmierci portret. Bujna ciemnobrązowa czupryna, taka sama broda, zmęczone oczy, a za nim oczywiście mapa. Z opisu Boguszewskiej dodać by można jeszcze długi nos, bladą cerę i binokle, których tu nie namalowano. Podobno często się śmiał. Chodził w czarnym, matowym surducie w wąskie atłasowe prążki, do którego zakładał granatowy krawat w białe groszki. Po jego ubiorze nie dało się chyba poznać materialnych niedostatków domu.

Przyjechałem obejrzeć największe dzieło Wacława – Wielki atlas geograficzny świata. Ponad sto podwójnych arkuszy. Wydawał je razem z Andrzejem Świętochowskim przez ponad dekadę do 1906 roku. Do dziś nikt nie zrobił w Polsce dokładniejszego atlasu. Szukam Królestwa Polskiego, potem Olkusza. Nie ma ani Błędowa, ani Klucz, są za to Chechło i wąż Przemszy. Przestrzeń między nimi pusta. Czyli nazwał tę pustynię, ale jeszcze nie miał śmiałości nanieść ją na mapy.

Fortepianu szukać nie muszę. Stoi obok, choć chyba nie ten sam, o którym pisała Zofia. Tamten był żółtawy, ten połyskuje czernią. Na zamkniętym wieku układali z córkami cienkie paski papieru z nazwami miast, rzek, mórz – całej tej geografii, która miała trafić do atlasu. Ustawiali je w kolejności alfabetycznej, żeby potem przepisać do indeksu. Raz zerwał się taki wiatr, że otworzył okno i cała ta drobnica rozleciała się po okolicznym lesie. Niestety fortepian nie zapisywał wersji roboczej.

Atlas to wisienka na torcie dorobku Nałkowskiego, bo tych publikacji miał krocie. Większość powstała właśnie tu, w Wołominie. Gdzieś przeczytałem takie zdanie: „Nałkowski był pomostem między geografią europejską a tym, co nastąpiło w Polsce niepodległej”. Podobno już jako trzynastolatek zainteresował się geografią, bo nie trzeba było jej wkuwać na pamięć. Godzinami potrafił gapić się na mapy. Albo czytał o dalekim świecie, a potem wyobrażał sobie, jak może wyglądać takie miejsce, i szkicował swoje mapy. Naukowych książek i podręczników, które wyszły spod jego pióra, jest około setki. Ale wszystkie blakną przy pięciu tomach Geografii malowniczej. Już sam tytuł każe się zastanowić. Po angielsku będzie jeszcze ładniej: picturesque geography. Wymyślił taki termin, żeby wyjść z nauką do ludzi. Chyba też chciał po prostu napisać książki, do których sam by chętnie zaglądał. Wiedzę przykryć płaszczykiem barwnych opisów przyrody. Zmiksować romantyczną wizję świata z oświeceniowym dyktatem szerzenia postępu.

Zastanawiałem się, skąd u człowieka, którego nos był zakładką do książek, taka wrażliwość na to, co za oknem. Może to matka poetka? A może Bystrzyca, która była świadkiem jego dojrzewania? Dziewięcioletnie dziecko, które zamiast telewizora z playstation dzień w dzień widzi podmokłą łąkę, musi się zastanawiać, co dzieje się z bocianami, gdy znikają z jego pola widzenia. I gdzie były, zanim chwilę po spłynięciu lodów znów rozlega się ich klekot. Dziewięć lat – tyle miał, gdy w Berlinie umierał Aleksander Humboldt. Osiemnaście – gdy świat od Adelajdy, przez Moskwę, aż po Buenos Aires świętował setną rocznicę urodzin Niemca. Pod okiem lubelskiego nauczyciela Aleksandra Szumowskiego rozwijał już wtedy geograficzne pasje. Może wówczas pierwszy raz wpadł mu w ręce Kosmos? Trudno o lepszą inspirację dla Geografii malowniczej. Humboldt swoje opasłe dzieło w równej mierze poświęcił naukowym faktom – opisom zjawisk magnetycznych czy zórz polarnych – co historii ludzkiego postrzegania natury – a więc chociażby malarstwu pejzażowemu. „Natura musi być doświadczana za pomocą uczuć” – pisał Humboldt w liście do Goethego. „Najwybitniejsze opisy krajobrazów spotykamy nie u artystów, lecz u uczonych humboldtowskiego typu” – komentował kilka dekad później Nałkowski.

„Za przetrzymanie książki ponad 2 tygodnie czytelnik płaci kary 10 kopiejek na rzecz wpisów” – pieczątka na karcie tytułowej jedynego wydania Geografii malowniczej w Bibliotece Narodowej sugerowała, że współczesność nie podzieliła tego punktu widzenia. Tomów było razem pięć. Wertował dzienniki i relacje innych podróżników, a potem układał z nich opowieść o każdym kontynencie z osobna. Szóstego, poświęconego Europie, wydać nie zdążył. Chciałem choć trochę nadrobić te braki, dlatego – to chyba dobry moment na takie wyznanie – pożyczyłem sobie od niego kilka zdań na samym początku rozdziału. Wystarczyło je uwspółcześnić, by Pustynią Błędowską stał się Wielki Kanion Kolorado w opisie niemieckiego geologa Hermanna Crednera.”

(Robiński Adam, Hajstry. Krajobraz bocznych dróg,
Warszawa: Wydawnictwo Czarne, 2017, s. 87–91)

Share
2018  Muzeum Nałkowskich  globbersthemes joomla template