Jarosław Iwaszkiewicz

Przychodzi mi na pamięć takie oto jedno lato, zamknięte w puszczach leśnych nad rzeką Teterewem, dżdżyste i grzybne, mokre i samotne; miałem wtedy szesnaście lat. Cóż za objawienia! W leśnej głuszy brzmiały wówczas beethovenowskie sonaty, grane na prastarym fortepianie, i – jak błyskawice, rozjaśniające duszne i burzliwe niebo – książki. Repertuar ich może wyda się dzisiejszej młodzieży nieco naiwny lub przestarzały, ale dla moich szesnastu lat to były wstrząsy niezapomniane. A w tym wieku czyta się przecież bez żadnego wyboru, pochłania wszystko, co pod rękę wpadnie. „Wiosenne Wody” Turgieniewa, „Bracia Karamazow”, „Portret Doriana Graya”, „Gotyckie Pokoje” Strindberga, „Ad Astra” Orzeszkowej i Romskiego – tytuły książek bezładnie cisną mi się na usta. Trudno mi było wówczas ustalić ich hierarchię. A i dziś jeszcze z tą lekturą związanych jest dla mnie tyle afektów, tyle namiętności, że niełatwo mi jest wśród nich przebierać i jakąś hierarchię między nimi ustalić. Jeżeli do tego dodamy pierwsze objawienia poezji francuskiej i rosyjskiej, Moréasa i Błoka – można będzie zrozumieć, czym się stało owo lato. Czytaj dalej „Jarosław Iwaszkiewicz”

Każdy z nas jest zbrodniarzem możliwym

Każdy z nas jest zbrodniarzem możliwym. To, to! Każdy jest zbrodniarzem, który nie popełnił zbrodni. I o nikim tego nie wiadomo – przedtem!

(Dzień jego powrotu. Dramat w 3-ch aktach, Warszawa: Gebethner i Wolf, 1931, s. 25)

Cierpienie łatwiejsze jest od szczęścia

Rzeczywistość – już tymczasem, że się potwierdza przez różne gałęzie naszych zmysłów – jest zachwycająca. (…) Na przekór temu, co mówią, rzeczywistość łatwiejsza jest od marzenia tak samo, jak cierpienie łatwiejsze jest od szczęścia.

Lustra, Kraków: Spółka Nakł. „Książka”, s. 141

Magdalena Goik

Wczesna proza Nałkowskiej to jednak znacznie więcej niż popularny romans. Bohaterki powieści, „panny na wydaniu”, poszukują bowiem siebie i własnej przestrzeni, zarówno w wymiarze fizycznym (w sensie dosłownym – własnego pokoju, mieszkania, domu), jak i w wymiarze egzystencjalnym – tej intymnej przestrzeni, gdzie mogą być tym kim chcą. Miejsca, które same według własnych pragnień mogą porządkować i nazywać. Po rozstaniu z Rygierem, Zofia jest już świadomą swego wyboru, zawodową pisarką. Jej status samotnej rozwódki utrzymującej się wyłącznie z pisania nie dawał poczucia stabilizacji, ani emocjonalnej, ani materialnej. (…) Wciąż obawia się, że nie wystarczy jej pieniędzy na codzienne wydatki, często żyła na kredyt pożyczając pieniądze od rodziców. (…) Narzeka także, że jeśli „do jesieni nie skończy powieści, nie będzie miała z czego żyć”. Obawa przed możliwością nie ukończenia pracy związana była z tym, że niełatwo jej było zasiąść do pisania, ponieważ uważała, że codzienność absorbuje człowieka mnóstwem drobnych spraw, a tworzenie wymaga całkowitego zaangażowania intelektualnego i emocjonalnego. Nałkowska w ogóle uważała, że pisanie przychodzi jej z trudnością, traktowała je jako rzemiosło, choć nie pozbawione pierwiastka duchowego, a nawet czegoś mistycznego, co istnieje poza nią, poza twórcą. Ona sama zaś jest tylko narzędziem czy medium, którego zadanie polega na przekazywaniu.

Czytaj dalej „Magdalena Goik”

Czesław Miłosz

Wychowana w kulturalnej rodzinie, córka znanego warszawskiego uczonego i publicysty, Wacława Nałkowskiego, Zofia Nałkowska była w młodości jedną z tak licznych w czasach Młodej Polski sawantek. W publikowanych przed pierwszą wojną światową powieściach, poczynając od Kobiet (1906), popełniała kolejno wszystkie grzechy tej epoki: estetyzm, sztuczność i przedstawianie pozornej głębi psychologicznej. Po pierwszej wojnie chwalono Nałkowską jako najznakomitszą przedstawicielkę powieści psychologicznej i tłumaczono ją na wiele języków. Ale jej najdojrzalszy utwór powstał później. Była to Granica (1935). Cała myśl autorki, która przeszła wszystkie odcienie mód intelektualnych, kolejno następujących po sobie w Europie, doszła w tej powieści do szczytu, ale została tu poddana nowej dyscyplinie. Czytaj dalej „Czesław Miłosz”

Agata Tuszyńska

Była już przygotowana fałszywa kenkarta, artystycznie – że sam by się takiej roboty nie powstydził – wykonane aryjskie dokumenty, jego nowa tożsamość. Opracowano cały plan. Miał go w Drohobyczu „aresztować” człowiek w mundurze gestapowca i przewieźć w bezpieczne miejsce. Do gajówki w podkieleckich lasach. Nałkowska i jego przedwojenny wielbiciel Truchanowski odnaleźli legendarnego w podziemiu Jura–Gorzechowskiego (jej byłego męża), który miał już za sobą podobną akcję. W przebraniu, wydając rozkazy nienagannym berlińskim akcentem wyprowadził z Pawiaka dziesięciu więźniów skazanych na śmierć. Teraz miał ocalić tylko jednego. I to takiego, który jeszcze nie wie o całej akcji. Trzeba go więc o wszystkim uprzedzić, przygotować na tak nadzwyczajną sytuację. Żeby się nie przestraszył, nie targnął na swoje życie. A najpierw – przekonać do ucieczki.

Czytaj dalej „Agata Tuszyńska”

Sylwia Chutnik

Można wyobrazić sobie przyspieszone bicie serca Zofii, kiedy jako dwudziestodwulatka wchodziła na mównicę w czasie warszawskiego Zjazdu Kobiet w 1907 roku. Atmosfera jest wzniosła, wszak wszystkie zgromadziły się, aby świętować czterdziestolecie twórczości Elizy Orzeszkowej. Rygierowa (bo wtedy już zamężna) staje, patrzy na tłum debatujących kobiet i zaczyna mówić. Najpierw krytykuje starsze koleżanki, że rozmawiają od trzech dni o rzeczach oczywistych, a nie mają odwagi zająć się prawdziwymi problemami. Na przykład „zmianą cenzusu cnoty”. Pierwszy dzwonek prowadzącej obrady przerywający referentce – halo, a cóż to za słownictwo. Ale Zofia mówi dalej. Ze podpisuje się, co prawda, pod nadaniem praw wyborczych i równouprawnieniem w każdej dziedzinie życia, ale wymaga od „porządnych kobiet”, aby zaczęły mówić swoim własnym głosem. I przestały dzielić kobiety.

Czytaj dalej „Sylwia Chutnik”

Marek Edelman

Ważną rolę w powstaniu tej książki (Edelman pisze ją od razu, z marszu, gdy tylko znajdzie się w Łodzi) odgrywa Zofia Nałkowska.

Edelman: – To jednak ona pierwsza pisała o Holocauście. I to jak!

– Ale ona nie tyle pisała, że to Żydzi ginęli. Raczej, że wszyscy ludzie ginęli.

– Nie, „Medaliony” są wyraźnie o Holocauście. Ta rzecz na mnie zrobiła kolosalne wrażenie. I to w tamtym czasie, kiedy wszystko jeszcze dobrze pamiętaliśmy. Wiecie? Ona bardzo ciężko pracowała nad każdym zdaniem. Widziałem jej bloknotes: na każdej kartce z pięć linijek i każde słowo na reszcie kartki wiele razy poprawiała. Tę jej maleńką przedmowę do mojego „Getto walczy” dostawałem od niej przez trzy dni, bo ciągle miała coś do poprawienia. Oj, to była piękna kobieta. Biust, wszystko na miejscu. Fajna. Pamiętam jak dziś, jak przyszedłem do niej pierwszy raz, przyjęła mnie w takiej pięknej różowej, fildekosowej koszuli nocnej… Nadzwyczajna. Była damą. I jaka odważna. Wystarczy zresztą, że potrafiła napisać „Medaliony”. Dzisiaj takich pisarek już nie ma. Mówią o niej, że karierę robiła. Może i tak, ale zawsze się zachowywała w porządku. Jak się zna taką osobę, to się jej kłania. Czytaj dalej „Marek Edelman”

Joanna Olczak – Ronikier

Ów legionista, pełen uwodzicielskiego wdzięku, deklamujący pannom po francusku Musseta, to postać prawdziwa, Gucio Beylin, syn Flory. W roku 1915 miał dwadzieścia sześć lat i stopień doktora praw uzyskany na Sorbonie. Zaraz po wybuchu wojny został członkiem Polskiej Organizacji Wojskowej – tajnej organizacji militarnej stworzonej przez Piłsudskiego. Później był w Legionach. Nie wiem nic o jego bojowych wyczynach. Za to często wspomina go Zofia Nałkowska w swoich Dziennikach z tamtych lat. Czy miał z nią romans? Chyba tak, choć pisarka wzdychała, że nie jest stworzona do miłości efemerycznej. Czytaj dalej „Joanna Olczak – Ronikier”